Dwa kolory mienią się, Błękit nieba i czerwień, Jej oddałem serce swe, Kocham ją, a ona mnie, Dzisiaj znowu wygra mecz, Odra nasza, OKS!
  Menu
Strona główna
Nowości
Słowo wstępu
  Historia 1945-2007
1945-1960
1960-1975
1975-2000
2000-2007
Znani "Niebiesko-czerwoni"
Europejskie puchary
Juniorzy
Inne
Kibice
Ciekawostki
Fotografie
Wywiady
Sondy
  Dla gości
Księga gości
  O stronie
Redakcja
Kontakt

HISTORIA OKS "Odra" Opole



Wywiad z Józefem Klose:

Historia "Odry" Opole: Na początku naszej rozmowy chcielibyśmy podziękować za wyrażenie zgody na udzielenie wywiadu. Jest to wielkie wyróżnienie dla naszej strony. Zatem jak rozpoczęła się Pana kariera piłkarska?

Józef Klose: Początkowo grałem w Sławęcicach i w Kędzierzynie Koźlu. Najpierw w juniorach, a jako 16-letni chłopak zadebiutowałem w pierwszej drużynie. Któregoś dnia przyjechał do nas trener "Odry" Opole Tadeusz Foryś z Jasiem Śliwakiem obejrzeć nasz trening. Chciał przyjrzeć się kilku piłkarzom naszej drużyny. Po treningu Foryś powiedział do Jasia Śliwaka: "Nie chcę tych dwóch, chcę tego małego czarniutkiego". Od tego czasu trener Foryś nazywał mnie "Dżoju" i ten pseudonim pozostał do dziś. Tak doszło do tego, że w styczniu 1967 roku przeprowadziłem się do Opola i rozpocząłem grę w opolskiej "Odrze".

HO: Jak rodzice zareagowali na fakt opuszczenia rodzinnego miasta w tak młodym wieku?

J.K.: Nie byli zadowoleni z tego tytułu, a jednocześnie nie byli przeciw tej decyzji. Podjąłem jednak ryzyko, a rodzice wiedząc jak ważny jest dla mnie futbol, stwierdzili, że nie będą stawać mi na przeszkodzie w realizacji moich marzeń.

HO: W "Odrze" trenował Pan pod skrzydłami wielu trenerów. Pamięta Pan wszystkich ?

J.K.:To prawda. Trenowałem pod opieką wielu znakomitych szkoleniowców: Foryś, Wrzos, Wieczorek, Jarek, Brzeżańczyk, Łuczyszyn, Zwierzyna, Piechniczek...i mogę powiedzieć, że każdy z nich był fantastycznym trenerem. Ale jako najmłodszy zawodnik w drużynie słuchałem i uczyłem się również bardzo dużo od moich starszych kolegów np. od Brejzy, Kornka czy Jarka.

HO: Pamięta Pan jeszcze swój pierwszy występ w pierwszej drużynie "Odry"?

J.K.: Naturalnie, tego nigdy nie zapomnę. Miało to miejsce w drugiej lidze w sezonie 1967/68 przeciwko zespołowi "Warmia" Olsztyn. Wygraliśmy zasłużenie 4:1 a ja miałem okazję zdobyć jedną z bramek.

Józef Klose w środku na spotkaniu Opolan w 2002 r. w Sinzig (po lewej E.Jarek, po prawej A.Kot i E.Powieczko)

HO: A jaki mecz utkwił Panu najbardziej w pamięci?

J.K.: Był taki mecz, który wspominam do dnia dzisiejszego. Spotkanie w ramach Pucharu UEFA w sezonie 1977/78 z 1.FC Magdeburg na wyjeździe. Spotkanie zakończyło się remisem 1:1 a ja strzeliłem gola na 1:0. Niestety pod koniec meczu Niemcy wyrównali i odpadliśmy z rozgrywek. Zagrałem naprawdę świetne spotkanie, jednak nie udało mi się więcej razy pokonać bramkarza gospodarzy.

HO: Pana żona Barbara była również sławnym sportowcem, uprawiała piłkę ręczną. Czy poznali się Państwo właśnie poprzez sport czy w innych okolicznościach?

J.K.: Lubiłem bardzo piłkę ręczną. Kiedy miałem tylko czas po naszych treningach, chodziłem oglądać treningi albo mecze piłki ręcznej. Tak właśnie doszło do mojego spotkania z przyszłą żoną, iż przy okazji jednego z takich spotkań poznaliśmy się.

HO: W 1978 roku wyjechał Pan do Francji, gdzie występował Pan w klubie AJ Auxeree. W jakich okolicznościach doszło do wyjazdu?

J.K.: Wyjazd był możliwy dzięki Bernardowi Blautowi, który dobrze był zakolegowany z Marianem Szeją. Szeja w ówczesnym czasie był bramkarzem Auxeree i załatwiał często dla drużyny nowych zawodników. Zdecydowałem się bardzo szybko na wyjazd i 12 października 1978 roku pojechałem z rodziną do Francji. Abym w tym czasie mógł rozpocząć grę, musiałem do 13 października 1978 r. podpisać papiery w federacji francuskiej. Udało się i zostałem zatwierdzony do gry w Ligue 1. W 1979 r. awansowaliśmy do pierwszej ligi. Te czasy we Francji wspominam bardzo miło, było po prostu cudownie, jednak po trzech latach chcieliśmy wrócić do Polski, aby nasz córka od początku uczęszczała do polskiej szkoły. Niestety pozostaliśmy we Francji, prezes klubu Chalons-sur FC, namówił mnie abym został jeszcze dłużej we Francji i pomógł drużynie w uzyskaniu awansu z czwartej do trzeciej ligi. Zgodziłem się pomóc ekipie i tak się złożyło,że awansowaliśmy faktycznie o klasę wyżej. Do Opola wróciłem z rodziną w 1984 r., aby 3 lata później wyjechać na stałe do Niemiec.

W barwach Odry, Józef Klose drugi od prawej (trener E.Jarek)

HO: Czym zajmował się Pan po przyjeździe do Niemiec?

J.K.: Początkowo trenowałem jeszcze w Kusel, ale jednocześnie miałem doskonałą pracę w japońskiej firmie, gdzie pracowałem na zmiany. Po krótkim czasie stwierdziłem, że muszę aktywnie z piłką nożną skończyć, bo było trudno pogodzić hobby z pracą.

HO: Pana syna Mirosława znamy wszyscy jako wielkiego piłkarza, który jest gwiazdą reprezentacji Niemiec. Może Pan krótko naszym czytelnikom opowiedzieć jak rozpoczęła się jego kariera?

J.K.: Mój syn grał w piłkę nożną od dziecka. Dzień w dzień kopał futbolówkę. Jeśli była tylko możliwość i piłka, tam był właśnie Miro. Nigdy nie zmuszałem syna do uprawiania futbolu. Każdą chwilę poświęcał kopiąc piłkę na boisku. Z kolegami grał do wieczora pod laskiem w Kusel. Rozpoczynał grę w juniorach klubu SG Blaubach-Diedelkopf. Zawsze mówiłem do niego: Jeśli piłka nożna jest twoim celem, to musisz o to walczyć, opuścić kolegów, pójść dalej i grać gdzieś w pierwszej drużynie. Od 1998 - 1999 r. występował w drugiej drużynie w klubie FC Hamburg. W 1999 r. przeszedł do 1.FC Kaiserslautern, gdzie początkowo występował w drugiej drużynie, a jego trenerem był wtedy były reprezentant Polski, Stefan Majewski. Przez przypadek i ze względu na dużą liczbę kontuzji w pierwszym zespole, Majewski zaproponował trenerowi Kaiserslautern, Otto Rehagelowi Mirosława, aby zastąpił któregoś z piłkarzy pierwszego zespołu. Rehagel zgodził się zaryzykować i nie przeliczył się. Od 2004 r - 2007 r. Miro występował w Werderze Brema, a od 2007 r. jest piłkarzem Bayernu Monachium. Od 2001 r. występuje w reprezentacji Niemiec. Mieszka z żoną i dwojaczkami Luan i Noah w pobliżu Monachium

HO: Rozumiemy, że jest Pan dumny z syna, a czy Pana córka również jest aktywna sportowo?

J.K.: Marzena jest trenerką tańca dla dzieci i młodzieży, także można powiedzieć, że nasza rodzina jest bardzo usportowiona.

HO: Bywa Pan jeszcze od czasu do czasu w Opolu?

J.K.: Tak, nawet często, bo odwiedzamy naszą rodzinę. Kiedy tylko mogę zaglądam do "Odry", ale ostatnim razem niestety nikogo nie zastałem...było całkowicie puściutko...szkoda...

HO: Czym się Pan dzisiaj zajmuje?

J.K.: Pracuję w firmie mojego syna.

HO: Czy znał Pan już wcześniej stronę internetową poświęconą historii "Odry" Opole?

J.K.: Dotychczas nie miałem okazji jej poznać, ale chętnie spojrzę na nią i cieszę się, że taka istnieje. "Odrze" Opole życzę dużo sukcesów na przyszłość, czekam zawsze na dobre wieści z Opola i cieszę się z każdego sukcesu piłkarzy klubu. Przy okazji chciałbym pozdrowić serdecznie wszystkich fanów "Odry" i życzyć wszystkim Wesołych Świąt oraz szczęśliwego Nowego Roku.

Rozmowa została przeprowadzona 29 października 2008 r., w dniu, w którym Bayern Monachium zwyciężył Eintracht Frankfurt 2:1 a jedną z bramek zdobył Mirosław Klose.

© Seba 2007-2008 Design by Szablony.Maniak.Pl.