Po bramkach Romana Bazana i Witolda Majewskiego „niebiesko-czerwoni” byli w stanie podnieść się w drugich 45-ciu minutach i doprowadzić do remisu. Główna w tym zasługa Eugeniusza Piechaczka, autora dwóch bramek. Oprócz niego na pochwały zasłużył rezerwowy Wolfgang Skopek, który rozegrał kolejny dobry mecz. Nieco słabiej zagrał Engelbert Jarek, mocno poobijany w potyczce z Cracovią.
Remis w Sosnowcu dał opolanom awans na trzecią pozycję w ligowej tabeli.
„Trybuna Opolska” na temat zawodów pisała (nr 125 z 29 V 1961):
9 kolejka: 28.05.1961 Stal Sosnowiec – Odra Opole 2:2 (Bazan 34, Majewski 40 – Piechaczek 55, 73)
Skład: Kściuk, Wrzos, Brejza, Szczepański, Blaut, Prudło, Stemplowski (Skopek), Jarek, Gajda, Piechaczek, Bania
Opolanie wywieźli z Sosnowca tylko 1punkt, chociaż sądząc z przebiegu gry powinni odnieść zwycięstwo. Jeśli jeszcze do przerwy gospodarze potrafili nawiązać równorzędną grę, to po przerwie bronili już tylko własnej „świątyni”, ograniczając się do sporadycznych wypadów. Kibice sosnowieccy przyjęli też z ulgą końcowy gwizdek sędziego, gdyż 3 bramka dla gości wisiała w powietrzu. Kilkakrotnie strzały napastników opolskich mijały bramkę o centymetry lub stawały się łupem Dziurowicza. Kibicowi,który oglądałby tylko 2 połowę meczu trudno byłoby uwierzyć, że nastąpił podział punktów. Opolanie byli drużyną wyraźnie lepszą. Nasi zawodnicy wygrywali większość pojedynków biegowych i zbierali wszystkie górne piłki.Remis w Sosnowcu jest wynikiem kilku błędów opolskiej obrony z których 2 sprytnie wykorzystali Bazan i Majewski. Pierwszy z nich w 34 minucie gry minął obrońcę i z 14 metrów posłał piłkę w dolny róg bramki. Kściuk był bezradny. W kilka minut później przez nikogo nie atakowany Majewski podciągnął piłkę do linii pola karnego i zdecydował się na strzał. Piłka znowu wylądowała w siatce. Wydawać się mogło, że sprawa jest przesądzona. Miejscowi kibice byli nie mniej uradowani takim obrotem sprawy niż zdziwieni. Podobno już dawno nie oglądali takich 2 pięknych strzałów swoich napastników.
Odra nie załamała się utratą 2 bramek. Mimo padającego prawie bez przerwy deszczu, nasi zawodnicy przyśpieszyli tempo gry i uzyskali przygniatającą przewagę. Efektem tej przewagi były 2 piękne bramki zdobyte przez Piechaczka. Jeden gol zdobył on po strzale Jarka odbitym w pole przez Dziurowicza. Współtwórcą 2 bramki był Bania, który idealnie scentrował z kornera na główkę Piechaczkowi. Dobrą okazję do uzyskania zwycięskiej bramki zmarnował w ostatnich minutach gry Skopek, który z kilku metrów strzelił wprost w ręce bramkarza Stali.
Mecz był raczej ładnym widowiskiem sportowym. Deszcz utrudniał wprawdzie grę, ale na śliskiej murawie piłkarze nieźle sobie radzili. Nawet debiutujący po dłuższej przerwie Stemplowski zagrał dobry mecz, jednak zabrakło mu sił i trener Wieczorek słusznie zastąpił go Skopkiem. Ten ostatni piłkarz pozostawił po sobie całkiem przyjemne wrażenie. Gdyby jeszcze trochę szybciej niż dotychczas oddawał piłkę partnerom,można by mu było za wczorajszy mecz wystawić wysoką ocenę. Trzeba jeszcze dodać, że Jarek mocno odczuwa kontuzję odniesioną na meczu z Cracovią. W Sosnowcu nasz najlepszy napastnik grał na zwolnionych obrotach i chyba też dlatego przewaga opolan w grze nie została wyrażona co najmniej 4 bramkami.
Jak się okazało Stal Sosnowiec na własnym boisku jest groźnym przeciwnikiem. Jej mali wzrostem napastnicy napsuli sporo krwi naszym renomowanym obrońcom. Stalowcy opadli jednak szybko z sił i wtedy na boisku panowała już niepodzielnie Odra. W Odrze można wyróżnić Piechaczka i Brejzę a w Stali Mygę i Ciska.


