Po nie najlepszym spotkaniu z Polonią Bydgoszcz reprezentanci województwa opolskiego częściowo zrehabilitowali się 15 czerwca 1961 r. w Warszawie. 9-cio tysięczna publiczność oglądała ciekawy pojedynek, w którym ton – o dziwo – nadawali osłabieni kadrowo goście. Jedynie świetnie dysponowanemu Stanisławowi Fołtynowi Wojskowi mogli dziękować wywalczenie jednego punktu. W szeregach „niebiesko-czerwonych” świetne zawody rozegrał Stanisław Juszczak – nowa nadzieja opolskiego ataku.
O ile więc remis w 10. kolejce w obozie opolskim uznano za wynik mocno rozczarowujący, o tyle ten sam wynik (z tą różnicą, że bezbramkowy) uzyskany w Warszawie był odbierany w zupełnie innych kategoriach.
Poniżej przedstawiamy relację „Trybuny Opolskiej” z w/w spotkania (141 z 16 VI 1961):
11 kolejka: 15.06.1961 Legia Warszawa – Odra Opole 0:0
Skład: Kściuk, Strociak, Brejza, Wrzos, Szczepański, Z. Blaut, Stemplowski, Jarek, Gajda, Piechaczek, Juszczak
Niezbyt wesołe miny miało przed meczem Legia – Odra grono kibiców przybyłych do stolicy. Osłabieni brakiem kontuzjowanych Bani i Prudły oraz niedopuszczonego przez PZPN Blauta I opolanie wydawali się być na straconej pozycji. Jednak trener Wieczorek miał szczęśliwą rękę i tak ustawił drużynę, że w efekcie zdobyła na gorącym terenie Warszawy cenny punkt. Jest to powód do zadowolenia tym więcej, że opolanie pokazali w Warszawie grę, która nie przynosi wstydu. Na wstępie trzeba podkreślić kolosalną ambicję i wolę walki i pod tym względem trudno kogoś wyróżnić, gdyż wszystkie linie opolan zagrały nadspodziewanie korzystnie. Nawet debiutanci Blaut II i Juszczak sprawili przyjemną niespodziankę. Pierwszy grając w pomocy uprzykrzał jak mógł życie Brychczemu. Drugi grając na lewym skrzydle spełnił pokładane w nim nadzieje. Zwykle debiutujący napastnicy mają szczęście do sytuacji podbramkowych i uzyskują zwycięskie gole. Nie inaczej było z Juszczakiem. W 40 minucie gry omal nie zdobył bramki, kiedy po świetnym wystawieniu przez Gajdę w pełnym biegu kropnął na bramkę gospodarzy. Tylko szczęściu może zawdzięczać Fołtyn, że nie wyjmował piłki z siatki. W 78 min. znów Juszczak uciekł Mashelemu idealnie scentrował, ale nadbiegający Stemplowski posłał piłkę z 3 m tuż obok słupka.
Sam wynik należy uznać za sprawiedliwy, chociaż bardziej bliscy zwycięstwa byli opolanie.
Początek spotkania nie wróżył opolanom lekkiego życia. Legia natarła z furią i wydawało się, że Odra zostanie zmieciona z zielonej murawy. Obrońcy Odry byli w opałach. Nowak i Ciupa, grający na skrzydłach, byli trudni do upilnowania. Niełatwe życie miał również Brejza, któremu ciężko się grało z „niewygodnym” Gmochem. Legioniści grając w tym czasie szybko i składnie zatrudniali Kściuka, który w dniu wczorajszym miał „swój dzień”. Po 20 min. nawałnicy daje o sobie znać Odra. Przeprowadza szybki kontratak i omal nie zdobywa bramki. Za faul na Stemplowskim, Jarek posłał kapitalną bombę, ale Fołtyn równie skutecznie sparował na róg. Jeszcze raz oglądamy potężną bombę Jarka, ale i tym razem wspaniale obronioną przez Fołtyna. Pierwsza połowa kończy się więc wynikiem 0:0.
Po wznowieniu spotkania gra nie jest już tak ciekawa. Legia wyraźnie opadła z sił i teraz z kolei opolanie dyktują przebieg wydarzeń. Jarek umiejętnie kieruje poczynaniami partnerów, a Gajda spełnia rolę tanku, będąc raz na prawej to znów na lewej flance. Opolanie grają mądrze, rozciągając grę po skrzydłach. Zagrali w Warszawie o całe niebo lepiej niż w ubiegłą niedzielę z Polonią.
Najbardziej podobali się doskonale broniący Kściuk, Szczepański i inteligentnie grający Jarek. Wśród legionistów najlepsze wrażenie pozostawili Fołtyn, Woźniak i Nowak. Brychczy jeszcze raz wykazał, że z nim będzie miał kapitan Krug kłopoty przed spotkaniem z Jugosławią w Chorzowie. Również para Zientara – Strzykalski niczym nie zaimponowała.


