Pojedynek ligowy pomiędzy Odrą Opole a ROW-em Rybnik (Sezon 2010/11; 0:1)Spotkanie dwóch głównych pretendentów do awansu zgromadziło w sobotę na Oleskiej ok. 3,5 tys. widzów. Aby liczyć się w dalszej walce o II ligę piłkarze Odry musieli obowiązkowo pokonać rybniczan. Inny wynik niż zwycięstwo oddalał niemal definitywnie „niebiesko-czerwonych” od awansu.

Być może stawka meczu (a może okres świąteczny?) przyczyniła się do tego, iż jedenastka Dariusza Kaniuki grała bardzo nieskutecznie, gubiąc najczęściej futbolówkę w środkowej części boiska. „Goście” pierwszy kwadrans grali jak z nut, zadziwiająco łatwo przechodząc z obrony do ataku, zostawiając w tyle opieszałych zawodników Odry.    

Szczególnie było to widoczne w osobie Tomasza Lisińskiego, który nie mógł nadążyć za tempem akcji rybniczan, ratując się kilkakrotnie faulami. Jednakże wspomniana krytyka należy się całej formacji obronnej Odry, która nawet przy niedokładnych dośrodkowaniach „gości” nie była w stanie dobiec do piłki pierwsza. Linia obrony jest zresztą współwinna utraty bramki. Pozwoliła ona bowiem na zbyt wiele Rafałowi Miturze, obrońcy ROW-u (!!!), który po rzucie rożnym najpierw trafił w słupek, by za drugim razem posłać głową futbolówkę do bramki. Bramkarz Damian Rozmus był w tej sytuacji bez szans. Z przebiegu całego meczu nie popełnił większych błędów, choć przyglądając się jego kolejnym interwencjom można było zauważyć dużą nerwowość. Bardziej podobać mógł się jego vis-à-vis Piotr Paś, który oprócz jednego błędu (pod koniec meczu) był prawdziwą ostoją „gości”.
 
Cała I połowa w wykonaniu opolan była bardzo słaba. Dosyć chaotyczne akcje były z łatwością zatrzymywane w środkowej części boiska. „Goście” tymczasem bez trudu dochodzili do pozycji strzeleckich (m.in. minimalnie niecelny strzał Tomasza Kasprzaka - 23 min.; rajd przez pół boiska Kamila Kosteckiego zakończony strzałem w boczną siatkę – 37 min). Odra zaznaczyła swoją obecność właściwie tylko w 12 min. rzutem wolnym, który Paś bez trudy wyłapał. Nawet z trybun można było słyszeć pokrzykiwania trenera Kaniuki:
- „Nie ma linii pomocy! Bliżej siebie!!!”
 
Faktycznie… o ile obrona grała bardzo nieprzekonująco, to o pomocy nic nie było można powiedzieć. Ona po prostu w pierwszych 45 minutach nie istniała!!!
 
Przy tak beznadziejnej w wykonaniu OKS-u połowie, druga mogła być już tylko lepsza. I taka w wykonaniu Odry rzeczywiście była. Zmiana Tomasza Lisińskiego i  Piotra Joba na Bartosza Brzozowskiego i Bartosza Szepetę wpłynęły pozytywnie na grę „gospodarzy”. Rybniczanie nie tak często zagrażali już bramce Rozmusa, dłużej przetrzymując piłkę i grając typowo defensywny futbol. Przewaga opolan była najbardziej widoczna w seryjnie wykonywanych rzutach rożnych, z których jednak nic nie wynikało. Najbliżej wyrównania „niebiesko-czerwoni” byli w 53 min. (przegrany przez Adama Setlę pojedynek sam na sam z Pasiem), 70 min. (niecelna główka Dominika Franka), 87 min. (Paś mija się z piłką po dośrodkowaniu, szczęśliwie dla niego bez konsekwencji) i w 90 min. (strzał Setli w słupek).
 
Z przekroju całych 90 minut najlepiej w obozie opolskim zaprezentowali się Adrian Pajączkowski i Adam Setla (choć sytuacja z 53 min. woła o pomstę do nieba!). Podobać się mógł Brzozowski, Szepeta i Franek.
 
 
Ciekawostka: W 69 min. gry jeden z obrońców ROW-u w zupełnie niegroźnej sytuacji wybił piłkę w stronę dachu trybuny głównej. Ta odbijając się od konstrukcji stadionu trafiła w ręce jednego z kibiców Odry, który nie oddał „znaleziska” już do końca meczu. Jaki los spotkał  później futbolówkę? Tego nie wiemy.
 

Przed kasą biletową (Odra - ROW, Sezon 2010/22; 0:1) 
 
Pierwsza piłka (Odra - ROW, Sezon 2010/22; 0:1)

I połowa (Odra - ROW, Sezon 2010/11; 0:1)

Pierwsza połowa spotkania Odra - ROW (Sezon 2010/11; 0:1)

Opolska "Żyleta" (Odra - ROW, Sezon 2010/11; 0:1)

Końcowy wynik (Odra - ROW, Sezon 2010/22; 0:1)

 

Archiwalne zdjęcia

Polecamy

Facebook

CPR certification onlineCPR certification onlineCPR certification online