Z kroniki Milicji Obywatelskiej - wystawa oręża Z kroniki Milicji Obywatelskiej

Jakiś czas temu natknąłem się na ciekawy tekst z jednej z opolskich gazet. Artykuł pochodzi z 1977 roku. Autor A. Bogucki zrobił mały reportaż ze swojej wizyty na opolskim posterunku ówczesnej milicji. Nie wizytował komendy w celach turystycznych, ale interesowało go jedno konkretne pomieszczenie... Dzień, w którym dziennikarz złożył wizytę milicjantom był dniem służby majora Cieleckiego. Mjr Cielecki musiał wcielić się w kustosza swojego mini muzeum, jakie zostało stworzone w celu gromadzenia przedmiotów będących podstawowym wyposażeniem opolskich kibiców vel pseudokibiców i nie tylko. Pokój, który nie często odwiedzają ludzie postronni - gdyż nikogo o zdrowych zmysłach nie ciągnie na komendę - był niewielkich rozmiarów, jednak jego pojemność była wystarczająca do przechowywania przedmiotów, które powinny zostać opatentowane. Mjr Cielecki stwierdził, iż każdy kto zechce może obejrzeć wystawę oręża opolskich pseudokibiców, jednak nikt tutaj się nie garnie: "(...) Raczej przychodzą tu wbrew swojej woli i wtedy nie w głowie im oglądanie tych przedmiotów". W pokoju widoczna jest przede wszystkim tzw. broń ciężka. W grupie tej można wyróżnić szczególnie obosieczny topór, choć wygląda to raczej na maczugę z litej stali. Taką bronią zapewne mógł się posługiwać tylko nie byle jaki osiłek - ze względu na jej rozmiary. Patrząc dalej można zauważyć kolejny interesujący przedmiot wagi ciężkiej.                                 

Jest nim "rympałka". Rympałka była bronią jak na owe czasy prototypową. Nazwa wywodzi się z połączenia dwóch słów: rym (czyli: uderzyć) i pała (to znaczy: w głowę). Rympałek jest skonstruowany z gumowego szlaucha, zaślepionego w części roboczej śrubą i wypełnionym piaskiem. W ręku sprawnego "rycerza", "rympałek" stawał się bardzo niebezpiecznym przyrządem mogącym nieźle uszkodzić przeciwnika. Dalej kustosz demonstruje broń tzw. lżejszą. Należą do niej kije, dzidy i kopie ozdobione barwami znaku, pod jakim występuje stosująca ten typ oręża chorągiew. Widać także sztandary w barwach niebiesko-czerwonych, a obok nich... amunicja. Niestety w tej kwestii kwatermistrzowie i zbrojmistrze chorągwi niezbyt się wysilili. Na pociski złożyły się zwykłe brukowce różnych rozmiarów. Były to przede wszystkim kostki brukowe, czerwone cegły oraz kawałki płyt chodnikowych. Autor twierdzi, że te prymitywne narzędzia go w ogóle nie dziwią, gdyż owy arsenał stanowił bowiem uzbrojenie zaledwie pospolitego ruszenia, aniżeli prawdziwej armii zaciężnej. Pospolite ruszenie, jak pamiętam z historii, było to wojsko zawsze słabo wyposażone i skłonne do warcholstwa i ekscesów, jednak prawdziwego mężczyznę poznaje się nie po tym jak zaczyna, ale jak kończy. To, że ówczesnym opolskim chuliganom nieco pozostało z pospolitego ruszenia wcale nie odbiera im "sukcesów", jakie zanotowali na swoim koncie. Z ostatnich kart historii jakie wyciągnął do wglądu mjr Cielecki, które pieczołowicie były spisywane przez milicję, dowiadujemy się, że największe rozróby miały miejsce podczas zmagań w piłkę kopaną toczonych przez naszą Odrę z sosnowieckim Zagłębiem.

Wtedy to owa chorągiew ruszyła do boju: "(...) Na początku szum podniósł się straszny a towarzystwo - wzorem szlacheckich sejmików - podniosło wrzawę i nawoływało się, żeby... (...) bigosować". Wykonano więc atak oskrzydlający opanowując parking. Przybysze z Sosnowca podali tyły i wtedy zaczęło się demolowanie autobusów przy pomocy opisanej wyżej opisanej amunicji. Krótko trwał jednak zwycięski rezon pospolitego ruszenia. Do walki włączyły się milicyjne oddziały zaciężne zdobywając broń, biorąc jeńców, a główne siły zmuszając do ucieczki. Pojmani wydali jednak wszystkich kamratów, a to już oznaczało klęskę...". Tyle opisu z milicyjnej kroniki. Wizyta zakończyła się... Zapewne to, co zobaczył Bogucki zrobiło na nim wrażenie, które zapamiętał na długo. Swoją drogą, utworzenie muzeum z prawdziwego zdarzenia, w którym można byłoby zobaczyć ewolucję w zakresie chuliganki byłoby czymś ciekawym i zapewne miałoby wielu zwolenników. W końcu historia chuligaństwa ma już ponad 100 lat! Pod koniec XX-wieku Irlandczyk pochodzący z bogatej rodziny szlacheckiej stanąwszy na czele gangu, który prowadził przestępcze życie, dał początek terminowi "hooligans". Edward Hooligan był prekursorem i może by tak otworzyć muzeum im. Edwarda Hooligana, w którym prezentowane byłyby wszelkie wyposażenia ówczesnych i dzisiejszych piłkarskich chuliganów? :-) Śmiech, groza, oburzenie, zdziwienie... - to wszystko towarzyszyłoby odwiedzającym takim jak A. Bogucki.

...na podstawie artykułu A. Boguckiego z 1977 roku.

Archiwalne zdjęcia

Polecamy

Facebook

CPR certification onlineCPR certification onlineCPR certification online