Mimo dopiero (!!!) 13. pozycji, ostatnie dwa spotkania napawały kibiców Odry nutką optymizmu. Dwa punkty oraz coraz lepsza gra „niebiesko-czerwonych” mogły cieszyć. w tym miejscu przedstawić tekst pióra Mariusza Gągoli, który ukazał się w „Trybunie Opolskiej” w przededniu meczu z Ruchem:
Rewelacyjnie spisujący się rzeszowianie (5. pozycja w tabeli – red.) byli faworytami najbliższej ligowej potyczki. 18 tys. publiczność wynikiem meczu mogła poczuć się lekko rozczarowana. To gospodarze bowiem mieli więcej z gry. Podopieczni Artura Woźniaka nastawili się na grę defensywną, dopiero w II połowie odważniej wyprowadzając akcje pod polem karnym Stali.
Wśród „niebiesko-czerwonych” z dobrej strony pokazali się: Franciszek Kściuk, Henryk Brejza, Henryk Szczepański, Stanisław Juszczak, Norbert Gajda oraz debiutujący junior Kazimierz Uranin.
Od euforii po rozpacz… choć może nie do końca. Dzięki „małej” pomocy gospodarzy, reprezentantom Regionu Opolskiego udało się szczęśliwie nie przegrać. A z początku zdawało się wręcz, że goście w pył rozniosą Portowców…
Dwie bramki Zbigniewa Bani w ciągu niecałych 20 minut okazały się jednak zbyt małą zaliczką dla podopiecznych Artura Woźniaka.
Podopieczni Artura Woźniaka praktycznie bez walki oddali łodzianom komplet punktów (15 tys. widzów – red.). Duet napastników Jarek-Gajda – tak wcześniej chwalony – od początku rozgrywek niczym specjalnym się nie wykazał. Obrona z wyjątkiem Henryka Brejzy i Henryka Prudły, stanowiła niepewny element. Za to Konrad Kornek pokazał się z wyśmienitej strony (w końcówce ze względu na kontuzję został zmieniony przez Franciszka Kściuka – red.). Nie był jednak w stanie zapobiec utracie bramki.
Po dwóch porażkach w obozie opolan nie było za wesoło (jedynie ŁKS miał gorszy bilans od reprezentantów woj. opolskiego – red.). Za słabą postawę „niebiesko-czerwonych” w początkowej części rozgrywek winą – wśród zawodników jak i kibiców - obarczano męczące tournée po ZSRR (z przełomu lipca i sierpnia 1962 r. – red.).
Mimo widocznemu gołym okiem przemęczeniu, reprezentanci Odry zwycięsko wyszli z konfrontacji z krakowską Wisłą (zajmującą 6. pozycję po dwóch kolejkach – red.). Opolanie co prawda w ataku nie błyszczeli, mieli za to szczęście w zamieszeniach podbramkowych. Ponownie w szeregach gospodarzy z dobrej strony pokazali się Zygfryd Blaut oraz Henryk Brejza.
Z 3-milionowym długiem (w przededniu nowego Sezonu), Odra Opole stanęła na skraju przepaści. Zaległości płatnicze wobec piłkarzy oraz chaos w samych strukturach Zarządu nie napawały optymizmem.
Po wycofaniu się z klubu Ryszarda Raczkowskiego, funkcję prezesa przejął (wówczas 24-letni!!!) Mariusz Górnik. Jak się okazało, został on powołany na w/w stanowisko niezgodnie z przepisami, gdyż Raczkowski nie został formalnie odwołany. W całym tym galimatiasie pomocną rękę wyciągnął prezes Unii Opole Andrzej Mazurek. Za jego zgodą doszło do połączenia sekcji piłki nożnej Sportowej Spółki Akcyjnej Odra Opole z KS Unia Opole.
Jeszcze podopieczni Artura Woźniaka nie otrząsnęli się po wysokiej porażce z zabrskim Górnikiem, a ponownie musieli pić z kielicha goryczy… tym razem w Gdańsku. Opolska jedenastka nie posłuchała rad opolskich dziennikarzy, którzy sugerowali:
Trzeba przypomnieć sobie o zbawiennych skutkach stosowania szybkich, zaskakujących akcji, opartych na długich przerzutach skrzydłami. Opolanie znają ten system, stosowali go już bowiem niejednokrotnie, uzyskując miano nowocześnie grającej jedenastki. Nic więc chyba prostszego, jak przypomnieć sobie o dawnych sukcesach i… sięgnąć po nowe („Trybuna Opolska”, nr 192 z 14 VIII 1962).