1975/1976: Odra Opole – Małapanew Ozimek 2:0, Małapanew Ozimek – Odra Opole 1:2
2006/2007: Odra Opole – ŁKS Łomża 1:2, ŁKS Łomża – Odra Opole 1:1
2007/2008: Odra Opole – ŁKS Łomża 0:2, ŁKS Łomża – Odra Opole 0:0
SUMA: 4M, 0Z - 2R - 2P, 2:5
Bilans konfrontacji:
1966/1967: Odra Opole – Lotnik Wrocław 1:0, Lotnik Wrocław – Odra Opole 0:0
SUMA: 2M, 1Z - 1R - 0P, 1:0
Mecz drużyn walczących o wicemistrzostwo Grupy B stał na przeciętnym poziomie. 6 tysięczna publiczność mogła być wyłącznie zadowolona tylko z końcowego rezultatu, który dawał „niebiesko-czerwonym” przepustkę do meczu o brązowy medal MP ‘62 z Zagłębiem Sosnowiec.
Wobec absencji w składzie Norberta Gajdy i Engelberta Jarka (kontuzje – red.), cały ciężar gry wziął na siebie Zygmunt Droździok. On też (w 84 minucie – red.) pokonał z rzutu karnego Bronisława Leśniaka, dając gospodarzom przepustkę do małego finału (decydował tu fakt lepszego bilansu bramkowego pomiędzy zainteresowanymi drużynami – red.).
Bez głównego kreatora gry Engelberta Jarka (kontuzja kolana w I rundzie, w meczu z… Lechem – red.), „niebiesko-czerwoni” przystępowali do spotkania z szóstą drużyną grupy B (7 pkt., stosunek bramek 4:11 – red.).
Po dosyć bolesnej porażce na własnych śmieciach z Polonią Bytom (11. kolejka, 1:3 – red.), opolanie w Poznaniu pokazali lwi pazur. Nie tylko cieszył komplet punktów ale i bardzo ładna gra zawodników, grających od dłuższego przecież czasu w eksperymentalnym ustawieniu.
Krótka przerwa w rozgrywkach związana z „czasem dla reprezentacji” (zwycięstwo 2:0 z Belgią; 90 min. Norberta Gajdy i Henryka Szczepańskiego – red.), na niewiele zdała się „niebiesko-czerwonym”. 3 czerwca 1962 r. – mimo lepszej już organizacji gry – reprezentanci woj. opolskiego doznali porażki na Wybrzeżu.
Optyczna przewaga w całym meczu na nic się zdała gościom. Miejscowi nie przebierając w środkach, umiejętnie spowalniali grę. Zwycięską bramkę uzyskali w nie do końca uczciwy sposób (faul na wychodzącym do dośrodkowania Konradzie Kornku – red.). Ale pretensje w tym wypadku należałoby mieć do sędziego Edwarda Ignaszewskiego – wyraźnie tego dnia bez formy. Można więc rzec, iż rewanż za sromotną porażkę w Opolu (6:0 – red.) powiódł się Lechitom z „pewną” pomocą sił wyższych.
Ryszard Niedziela: - Skontaktowałem się z „Fryzjerem”. Powiedział, kto nam sędziuje i że korzystny wynik będzie kosztować 30 tysięcy złotych. Pieniądze dla arbitra zawiózł trener (MB).
Sędzia był z nami. W końcówce pierwszej połowy doszło do kuriozalnej sytuacji. Bełchatów był ciągle w natarciu i nagle sędziego złapał skurcz. Nasz masażysta mu pomagał, po 10-minutowej przerwie Bełchatów był wybity z rytmu. W przerwie meczu prezes GKS-u Bełchatów (ZD) spytał mnie, ile dałem sędziemu. Kiedy powiedziałem, że nie dałem nic, on tylko się roześmiał i stwierdził, że musiałem go przebić.