Rozczarowanie wynikami ostatniej kolejki Sezonu 1960 było odczuwalne w obozie opolskim. Będąc tak blisko upragnionego celu, „niebiesko-czerwoni” zostali wyprzedzeni na samym finiszu, i gąskę zjadł sobie ktoś inny.
Mimo uczucia niedosytu należało stwierdzić, iż reprezentanci Białego Śląska bardzo pozytywnie pokazali się w rozgrywkach ligowych, o czym nie omieszkał napisać felietonista „Trybuny Opolskiej” Mariusz Gągola (nr 259 z 31 X 1960). Jego świeże i obiektywne spojrzenie na temat futbolu może budzić podziw nawet dzisiaj i być przykładem prawdziwego profesjonalizmu dziennikarskiego.
"Podczas pauzy przez megafony wzywano z trybun rezerwowego bramkarza Odry, ponieważ reprezentacyjny Konrad Kornek odmówił udziału w planowanej - jak się okazało - farsie." Zapraszamy do lektury niezwykle interesującego tekstu dotyczącego przekrętów w polskim futbolu autorstwa Juliusza Steckiego. Niestety w tekście pojawiają się również wątki związane z opolską Odrą, co z pewnością nie przynosi chluby "niebiesko-czerwonym".
I stało się coś… czego w najczarniejszych snach najwierniejsi opolscy kibice nie mogli przewidzieć. Mająca jeszcze teoretyczne szanse na mistrzostwo Polski Odra, przegrała na wyjeździe ze spadkowiczem - warszawską Gwardią. Ponieważ zaś Górnik Zabrze i Legia Warszawa swoje mecze zgodnie wygrały, „niebiesko-czerwoni” wypadli z miejsca na podium (1. Ruch Chorzów – 30 pkt., 2. Legia Warszawa – 29 pkt., 3. Górnik Zabrze – 28 pkt., 4. Odra Opole – 27 pkt. – red.) Czwarte miejsce w innych warunkach byłoby przyjęte z wielką radością, jednakże nie 30 października 1960 r.
Ponowny debiut „niebiesko-czerwonych” w ekstraklasie wypadł niezwykle udanie. Na DZIEŃ DOBRY odprawiono z kwitkiem mistrza Polski - Górnik Zabrze (1:0; bramka Jana Małkiewicza – red.). Potem było jednak pod górkę (!), a zabrzanie srogo zrewanżowali się młodej opolskiej jedenastce u siebie (6:0 – red.).
Ostatecznie mocno odmłodzona przez Ryszarda Wrzosa opolska jedenastka, całe rozgrywki zakończyła z wynikiem siedmiu zwycięstw (w domu: z Górnikiem Zabrze, Śląskiem Wrocław, GKS-em Katowice, Szombierkami Bytom, Stalą Rzeszów; na wyjeździe: z ŁKS-em Łódź i Gwardią Warszawa – red.).
Świetny, najlepszy w Sezonie 1960 mecz opolskiej Odry i godny rewanż za wysoką porażkę w Chorzowie (4:1 – red.) – tak w skrócie można podsumować wydarzenia na Oleskiej w dniu 23 października 1960 r.
Stadion tego dnia pękał w szwach. Przy rekordowej frekwencji (ok. 20 tys. widzów – red.) piłkarze Odry czuli się jak na brazylijskiej Maracanie. To co się działo na boisku i trybunach można – w opolskich realiach – porównać jedynie do towarzyskiej potyczki z AFC Belo Horizonte (0:3, 26 września 1956 r. – red.).
Ostatni mecz rundy jesiennej zakończył się skromnym, aczkolwiek sprawiedliwym zwycięstwem Odry Opole.
Podopieczni Wojciecha Mielnika mimo zdecydowanej przewagi, jedynie dwukrotnie – w I części spotkania - skutecznie ukąsili bramkę Jarosława Kościelnego. W obu sytuacjach niebagatelną rolę odegrał Michał Bednarski, rozgrywający 13 listopada 2011 r. znakomite zawody. Oprócz Tadeusza Tyca dobrze na murawie czuł się Marcel Surowiak (jakże szkoda jego strzału z 26 minuty, który wylądował na poprzeczce!).