(I liga - 3. kolejka): 19.08.1962 Odra Opole – Wisła Kraków 3:1 (Stemplowski 10, Gajda 32, Bania 54 – Śmiałek 6)
Sędzia: Połap (Katowice)
Widzów: 5 tys.
Odra: Konrad Kornek, Henryk Szczepański, Ryszard Wrzos, Henryk Brejza, Henryk Prudło, Zygfryd Blaut, Franciszek Stemplowski, Engelbert Jarek, Norbert Gajda, Stanisław Juszczak, Zbigniew Bania; trener – Artur Woźniak
Wisła: Bronisław Leśniak, Fryderyk Monica, Władysław Kawula, Ryszard Budka, Ryszard Wójcik, Antoni Zalman, Marian Machowski, Stanisław Śmiałek, Andrzej Sykta, Czesław Studnicki, Zbigniew Lach (Władysław Kmiecik 46); trener – Mieczysław Gracz
* Mecz był transmitowany przez program II Polskiego Radia.
Krakowianie zademonstrowali w tym spotkaniu typowe cechy dobrej krakowskiej szkoły. A więc krótkie, celne podania, grę w trójkąt, czym nawet zdobyli sobie poklask widowni. Zawiedli niestety strzałowo. Ten mankament zaważył, że mimo absolutnie lepszej gry w polu i optycznej przewagi, zeszli z boiska pokonani. Dla krakowskich kibiców słabą pociechą będzie chyba i takie stwierdzenie, ze Wiślacy ulegli stanowczo za wysoko.
Odra była lepsza w tym spotkaniu co najmniej o jedną bramkę. Przy czym znalazłaby się dość liczna kolonia sympatyków opolan, których zdaniem remis byłby najsprawiedliwszym obrotem sprawy.
W piłce jednak liczą się bramki. Wisła zdobyła ich jedną, a Odra trzy. Wszystkie zresztą z wyjątkiem może gola Śmiałka były bardzo mało efektowne. Poprzedzały je również te same „ceremonie”. Najpierw więc kolosalne zamieszanie po którym następował z bliskiej odległości słaby strzał, za każdym razem znajdujący drogę do bramki.
Gra była optycznie przyjemna, chociaż toczona w zwolnionym tempie. Przez długie okresy piłkarze walczyli na środku boiska, rzadko tylko zbliżając się do bramek. Krakowianie grali w ustawieniu 1-3-3-4, a Odra bardziej tradycyjnym 1-2-3-5. Z tego też względu Machowskiego częściej widzieliśmy na własnym przedpolu, niż na połowie przeciwnika.
Po zmianie stron gra się bardziej ożywiła. W tym okresie krakowianie mieli kilkakrotnie okazje do zdobycia goli, ale za każdym razem na przeszkodzie stawał świetnie broniący Kornek. Dwukrotnie w sukurs przyszło mu szczęście. Raz po wolnym Kawuli, kiedy celny strzał obronił raczej instynktownie niż świadomie i w 67 minucie, kiedy piłka po strzale Machowskiego trafiła w poprzeczkę.
W spotkaniu tym obie defensywy były lepsze od napastników. Opolscy snajperzy mieli przy tym więcej szczęścia od swych krakowskich kolegów. Ostoją defensywy Wisły był niezawodny Kawula i nie wiele mu ustępujący pomocnik Zalman, natomiast Leśniak kilkakrotnie wypuścił piłkę z rąk, na szczęście nie zakończyło się to katastrofą. Z napastników najbardziej podobał się Studnicki, który efektownymi zwodami zapędzał w „kozi róg” nawet Szczepańskiego. Śmiałek nie błyszczał, chociaż zdobył efektowną bramkę. Otrzymał on dobre podanie od Sykty, minął Szczepańskiego i Brejzę, celnie strzelając obok Kornka.
Z opolskiego „muru obronnego” najlepszy był Brejza, a także Blaut II.
Atak mimo zdobycia 3 bramek wyraźnie zawiódł. Stosunkowo najlepiej spisywał się w tej linii Juszczak. Zawiódł Gajda, którego powołanie do kadry narodowej przed meczem z Węgrami jest aktem dużej odwagi ze strony kapitana Kruga.
Mariusz Gągola
„Tempo” (za: historiawisly.pl)